Jeśli mielibyśmy wymienić naszych duchowych patronów próbowalibyśmy zmienić temat. Ale jeśli okrążyliby nas Niemcy i zagrozili: Albo wymieniacie albo strzelamy! wtedy grzecznie wymienilibyśmy po kolei: przedwojenne warszawskie kabarety z Jarosym i Tuwimem, STS z Osiecką, Dudek z Młynarskim i Tymem, Kabaret Starszych Panów wiadomo z kim oraz pojedynczo Gałczyńskiego, Fedorowicza i Laskowika. No i oczywiście - Dobrowolskiego. Ponieważ nazwa kabaretu zobowiązuje, duża część naszej twórczości odnosi się do aktualnej rzeczywistości społeczno-obyczajowej, choć nieobca jest nam także poetyka absurdu. Podobnie jak inne kabarety naszego pokolenia unikamy polityki nie wykorzystując cynicznie faktu, że nasz gitarzysta Wojtek jest łudząco podobny do Kwaśniewskiego, zaś Cieślak to wykapany Waldemar Pawlak. Tym niemniej spośród Pakowskiego środowiska bywamy najbliżej polityki, o czym świadczy choćby wyróżnienie od Konia Polskiego za najlepszy polityczny skecz XIII Paki. Nigdy jednak nie traktujemy jej dosłownie do tego stopnia, żeby rąbać po nazwiskach. Naszą oryginalność na tle dzisiejszej sceny kabaretowej podnosi fakt, że obok aktorów na scenie pojawiają się prawdziwi muzycy, którzy inaczej niż automatyczna muzyka z taśmy mogą się czasem pomylić, ale na szczęście nie robią tego zbyt często, a bywa, że wcale. Innym znakiem rozpoznawczym KMN jest wysoki blondyn we fraku, w jednej trzeciej prawdziwy Czech, czyli konferansjer, dzięki czemu jest osoba, która może powiedzieć publiczności: dzień dobry, dobranoc, ewentualnie - dziękujemy bardzo, a w ostateczności - jak się nie znacie na sztuce to wynocha! Bywają dni, w których on także się nie myli. |